Słodko-gorzkie trzy punkty. Manchester City wygrywa z Brentfordem.
Dzisiaj, w meczu rozegranym o 17:30, Manchester City pokonał na wyjeździe Brentford 1:0 po bramce Erlinga Haalanda. Tym zwycięstwem Obywatele przedłużyli swoją passę meczów bez porażki, jednak styl gry i kontuzja kluczowego zawodnika dają kibicom powody do zmartwień.
Pep Guardiola postanowił dokonać trzech zmian względem drużyny, która w środowy wieczór grała przeciwko AS Monaco. Matheus Nunes zajął miejsce Johna Stonesa, a duet skrzydłowych Doku-Silva zastąpiła para Bobb-Savinho. Do kadry po raz pierwszy od 23 sierpnia wrócił Rayan Cherki.
Keith Andrews, trener Brentfordu zupełnie zmienił ustawienie, w jakim mecz rozpoczęli jego podopieczni. “Pszczoły” zagrały trójką środkowych obrońców, co miało na celu zwiększenie liczby zawodników w strefie defensywnej i łatwiejsze upilnowanie Erlinga Haalanda.
Niedopuszczenie Norwega do zdobycia bramki to sztuka, która w tym sezonie udała się tylko Tottenhamowi. Niespełna dziesięć minut po rozpoczęciu spotkania było już jednak wiadomo, że Brentford nie dołączy do tego wąskiego grona.
Joško Gvardiol posłał długą piłkę nad głowami obrońców, która spadła na nogę napastnika City. Norweg wygrywał pojedynek fizyczny z dwoma obrońcami “The Bees” i umieścił piłkę w bramce. Gvardiol asystuje, Haaland strzela. Podobny scenariusz oglądaliśmy również w starciu z Monaco, a oba gole były do siebie niezwykle podobne.
W trakcie sezonu podczas konferencji prasowej Pep Guardiola przyznawał, że Rodri musi unikać grania co trzy dni, aby nie ryzykować nawrotu kontuzji, która wykluczyła go z gry na cały poprzedni sezon. Wiarygodności tym słowom dodawał fakt, że City w styczniu pozyskało Nico Gonzáleza, prezentującego w ostatnich spotkaniach wysoką formę.
Guardiola postanowił jednak wycofać się ze swoich wcześniejszych deklaracji i wystawił zdobywcę Złotej Piłki w wyjściowej jedenastce, pomimo tego, iż Rodri zagrał od pierwszej minuty w starciu z Monaco. Jak się okazało, była to fatalna decyzja trenera. Pomocnik odczuwał ból mięśnia dwugłowego i był zmuszony opuścić boisko. W jego miejsce wszedł wspominany Nico.
Otuchy może dodawać fakt, że w trakcie meczu Rodri siedział razem z kolegami na ławce i oglądał mecz do ostatniego gwizdka.
Brentford w pierwszej połowie był bezradny wobec nieustannych ataków gości i sam nie potrafił stworzyć żadnej groźnej sytuacji.
Wyróżniającym się zawodnikiem City przez pierwsze 45 minut był Tijjani Reijnders. Holender kreował okazje dla kolegów i siebie samego, jednak najlepszą miał po dośrodkowaniu Nico O’Reilly’ego. Pomocnik uderzył piłkę z powietrza, a ta zmierzała pod poprzeczkę bramki gospodarzy, lecz fantastyczną interwencją popisał się Caoimhin Kelleher.
Druga połowa nie przypominała w najmniejszym stopniu pierwszych 45 minut. City wyraźnie spuściło z tonu, co planowało wykorzystać Brentford
Już trzy minuty po jej rozpoczęciu Joško Gvardiol popełnił błąd, po którym Igor Thiago popędził sam na sam z Gianluigim Donnarummą. Brazylijczyk źle przygotował piłkę do strzału, co ułatwiło interwencję bramkarzowi City.
Piłkarze Guardioli oddali w drugiej połowie zaledwie jeden strzał – zablokowane uderzenie Oscara Bobba. Jérémy Doku i Bernardo Silva, którzy weszli z ławki na ostatnie kilkanaście minut, nie zdołali poprawić mizernej gry ofensywnej Obywateli.
Gospodarze próbowali strzelić bramkę wyrównującą, a ich największą bronią okazywały się dalekie wrzuty z autu Michaela Kayode. Zawodnicy City bez większych problemów radzili sobie z autami młodego Włocha.
Dzięki zwycięstwie na Brentford Community Stadium Manchester City wskakuje na piąte miejsce w ligowej tabeli. Następne spotkanie drużyna rozegra 18 października, gdy zmierzy się u siebie z Evertonem. Teraz, zawodników czeka przerwa reprezentacyjna.